Kredyty


Inne


Polecamy


Wiedzieć, jak skończyć

Ostatnio coraz częściej spotykamy się z sytuacją, kiedy klienci chcą odstąpić od umowy o kredyt konsumencki. Taką możliwość daje stosowna ustawa (Dz. U. z 2001 r., Nr 100, poz. 1081 ze zm.). Ale jak skutecznie taką procedurę przeprowadzić? Na kredytodawcach spoczywa obowiązek szerszego informowania. Zarówno o terminach, jak i skutkach odstąpienia od takiej umowy.
10 dni, ale od kiedy?
Jak wiadomo, od umowy o kredyt konsumencki odstąpić można w ciągu 10 dni od jej zawarcia. Jeśli jednak nie umieszczono w niej należytej informacji o terminie, sposobie i skutkach wykonania tego uprawnienia – wówczas 10 dni liczy się od chwili otrzymania pełnych danych. Najpóźniej jednak do trzech miesięcy od dnia podpisania umowy (art. 11 ust. 1 ustawy o kredycie konsumenckim). Przyznanie konsumentowi prawa do odstąpienia wcale jednak nie ozna-cza, że umowa zawarta jest pod warunkiem zawieszającym. Jest ona skuteczna od chwili podpisania.
Dla regulacji odstąpienia ogromne znaczenie ma ustalenie chwili zawarcia porozumienia – dotyczy to zwłaszcza kredytów udzielanych przez pośredników. Zgodnie z ogólnymi zasadami kodeksu cywilnego, jeżeli umowa była podpisywana w trybie ofertowym, uważa się ją za zawartą w chwili otrzymania przez oferenta oświadczenia o jej przyjęciu. Jeśli jest ustalana bez jednoczesnej obecności obu stron, za zawartą uznaje się ją wówczas, gdy oświadczenie woli o jej przyjęciu dotrze do składającego ofertę w formie umożliwiającej zapoznanie się z jej treścią (art. 61 § 1 kc). A zatem data otrzymania przez konsumenta podpi-sanego przez bank kontraktu nie może być traktowana jako początkowy termin do odstąpienia. Przesłanie stosownych dokumentów traktowane jest bowiem jako potwierdzenie zawarcia umowy (zgodnie z art. 4 ustawy, powinna być zawarta w formie pisemnej) i wykonanie obowiązku doręczenia podpisanego egzemplarza (o którym również mowa w art. 4 ustawy). Nie dotyczy to jednak przypadków, w których konsument wypełnia i podpisuje u pośrednika jedynie wniosek o udzielenie kredytu. W takim przypadku owe 10 dni należy liczyć od chwili otrzymania umowy podpisanej przez bank. Należy również pamiętać, że oświad-czenie o odstąpieniu musi być złożone przed upływem terminu wskazanego w art. 11 ust. 1 ustawy, a więc w tym czasie musi dotrzeć pod wskazany adres. Nie wystarczy samo wysłanie oświadczenia przed upływem 10 dni!

Banki kontra klienci

Orzeczenie Arbitra: Komu prowizja?
Sprawa dotyczyła niesłusznie pobranej przez Bank prowizji za wcześniejsza spłatę kredytu. Bank nie dołożył należytej staranności.
Arbiter:
1. Zasądza od Banku SA na rzecz Wnioskodawczyni kwotę 310 (trzysta dziesięć) euro z tytułu należności głównej oraz kwotę 50 (pięćdziesiąt) zł z tytułu zwrotu opłaty arbitrażowej;
2. Zasądza od Banku SA na rzecz Biura Arbitra Bankowego kwotę 96 (dziewięćdziesiąt sześć) zł z tytułu zwrotu kosztów postępowania.
Arbiter ustalił i zważył, co następuje:
Wnioskodawczyni E.S. wniosła o zasądzenie od Banku SA kwoty 310 euro z tytułu zwrotu niesłusznie pobranej prowizji za dokonanie wcześniejszej spłaty kredytu. Bank SA wniósł o oddalenie wniosku i podniósł, że dokonał prawidłowo rozliczenia kredytu, a prowizja pobrana została zgodnie z umową kredytową.

Banki, które zostały z tyłu - maruderzy czy przegrani?

BOŚ, BGK i Bank Pocztowy to banki, których potencjał wydaje się znacznie większy niż osiągnięta pozycja. Nie można powiedzieć, że przegrały czy wegetują. Ale trudno też stwierdzić, że osiągnęły sukces.
Dlaczego Bank Pocztowy w Polsce nie powtórzył sukcesu finansowej części francuskiej La Poste, od początku roku funkcjonującej już zresztą jako odrębny bank? Dlaczego nie udało się szerzej wypromować modnej ekologicznej odrębności Banku Ochrony Środowiska? Czemu przez lata Bank Gospodarki Żywnościowej był synonimem czarnej dziury, w którą mogły wpadać dowolne budżetowe pieniądze na dokapitalizowanie? A Bank Gospodarstwa Krajowego, po udanej przecież reaktywacji po zmianie ustroju, nie może być szerzej wykorzystywany niż obecnie?
– W połowie lat 90. rynek bankowy można było bardzo łatwo podbić, gdy znakomita część sektora była państwowa i przed restrukturyzacją – komentuje Marek Juraś, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.
Wszystkie te przypadki mają wspólny mianownik – udziały bezpośrednie lub pośrednie Skarbu Państwa i zaplątanie w politykę. Oczywiście nie można zrzucać winy tylko na politykę. Jednak kiedy po raz kolejny, przy okazji debaty o prywatyzacji, która odbyła się w Sejmie w pierwszej połowie maja, słychać apele o odpolitycznienie gospodarki i prywatyzację, zamykające w znacznym stopniu dostęp do stanowisk politycznym spadochroniarzom, trudno nie uznać, że nie ma czegoś na rzeczy.