Kredyty
Inne
Polecamy
Świat bogactwa
Stu najbogatszych Polaków posiada majątek o łącznej wartości ponad 57 mld zł. Choć to ponaddwukrotnie mniej niż ma sam Bill Gates, to jest to już dobry sygnał „do ataku” dla instytucji finansowych działających w naszym kraju.
Kto nie chciałby znaleźć się choćby na setnym miejscu listy najbogatszych Polaków? Żeby jednak osiągnął taką pozycję, musiałby urodzić się 6 tysięcy lat temu. A także pracować całe życie i osiągać miesięczne przychody na poziomie obecnej średniej krajowej. Zgromadziłby wtedy ok. 130 mln zł. Czyli tyle, ile ma najbiedniejszy ze wspomnianej setki. A żeby znaleźć się w czołówce listy, trzeba by urodzić się jeszcze przed exodusem człowieka z Afryki. To zresztą duże uproszczenie, gdyż w wyliczeniu nie uwzględniono inflacji ani odsetek od lokat.
Dziś oczywiście możemy bogacić się szybciej niż kilkanaście lat temu. A wtedy właśnie zaczynali funkcjonować polscy Rockefellerzy. Dziś możemy poszczycić się już miliarderami, i to dolarowymi. Są nimi: Zygmunt Solorz-Żak, z fortuną wartą 2 mld dolarów, Jan Kulczyk (1,1 mld) i Leszek Czarnecki (1,05 mld). Ta trójka znalazła się również na ogólnoświatowej liście najbogatszych ludzi. Jeżeli aktywa policzymy w złotych, to będziemy mieć 12 polskich miliarderów. Takie kwoty, biorąc pod uwagę, że średnie wynagrodzenie brutto w naszym kraju kształtuje się na poziomie 2,7 tys. zł miesięcznie, mogą niejednego przyprawić o zawrót głowy.
Banki zarzucają sieci na drobne płatności
Banki zaczęły rozwijać własny system realizowania drobnych płatności. Czy „obudziły” się tylko na skutek działania konkurencji? A może jest to po prostu naturalny, kolejny etap rozwoju rynku?
Gotówka trzyma się mocno. I co tu ukrywać - jeszcze zapewne długo tak będzie. Wielu ludzi wciąż jeszcze wybiera taki sposób płatności. Bankowcy doszli zatem do prostego wniosku, który już dawno stal się udziałem niezależnych sieci punktów kasowych : zamiast z tym walczyć, lepiej na tym zarabiać. A jest o co walczyć. Pomimo rosnącego ubankowienia, Polacy opłacają gotówką sporą część z 50 mln faktur miesięcznie.
Nie przyszła góra do Mahometa.
78 proc. gospodarstw domowych ma konto – tak przynajmniej pod koniec września podał IBOiR „PENTOR”. Gorzej jest jednak z dostępnością do banków. Polska – o czym świadczą dane Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego NBP – jest w absolutnym ogonie Europy, jeśli chodzi o liczbę oddziałów przypadających na milion mieszkańców. W 2005 r. było ich 133. Lepsza jest choćby Estonia – tam już w 2004 r. wskaźnik ten wynosił 150. A gdzie nam tym bardziej do Hiszpanii, gdzie na milion mieszkańców przypadały 953 oddziały bankowe – co zresztą jest europejskim rekordem... To po części wyjaśnia stale rosnącą liczbę punktów przyjmujących płatności. Mała placówka bankowa to wydatek rzędu ok. pół miliona zł. Zaś utworzenie niewielkiego okienka kasowego „podpiętego” pod bank - jak twierdzą bankowcy z BISE - kosztuje od 8 do 12 tys. zł. Najczęściej zresztą koszty te ponosi agent. Zatem nakłady są mniejsze, tworzenie sieci okienek znacznie szybsze niż budowanie oddziałów, a przychody płyną wartko. I na dodatek przy minimalnym wysiłku osiąga się to, że w społecznym odbiorze to Mahomet przychodzi do góry – czyli bank do klienta. Tak jest w wypadku wspomnianego już BISE, Banku BPH, Citibanku, PKO BP i Raiffeisena.